Po czym poznać złego behawiorystę psów? Cztery czerwone flagi

Jestem psim behawiorystą z Jeleniej Góry, czyli niewielkiego miasta. A to oznacza, że w okolicy jest dosłownie garstka innych osób, które pracują z psami. To głównie trenerzy/szkoleniowcy psów, chociaż przyjmują też psy z problemami behawioralnymi. Większość moich klientów to tzw. spadki, czyli opiekunowie psów, którzy wcześniej szukali pomocy u kogoś innego. A to oznacza, że właściwie nie ma tygodnia, kiedy nie usłyszałabym jakiejś naprawdę jeżącej włosy na głowie historii.

Czym różni się psi behawiorysta od trenera psów?

Zacznijmy od wyjaśnienia, dlaczego psi behawiorysta i trener, treser czy szkoleniowiec psów to nie jedno i to samo. Do psiego behawiorysty idziemy wtedy, kiedy pies ma jakiś problem – jest lękliwy, nadmiernie reaguje na bodźce (psy, ludzi, samochody, hulajnogi), ma lęk separacyjny, ucieka z domu, jest agresywny (tzn. reaguje agresją), załatwia się w domu, zjada odchody czy śmieci, boi się burzy czy fajerwerków itp. Rolą psiego behawiorysty jest po pierwsze zrozumienie psa, a po drugie nauczenie opiekuna, w jaki sposób powinien z nim pracować, żeby wszystkim żyło się lepiej.

Trener, treser czy szkoleniowiec psów to osoba, która nie pracuje z problemami, tylko trenuje. Uczy psa odwołania i przywołania, podstawowych lub bardziej złożonych komend, trenuje go do uprawiania psich sportów. Różnica między jednym zawodem a drugim jest mniej więcej taka jak między ludzkim psychoterapeutą a trenerem fitnessu. Do tego drugiego raczej nie wybierzemy się z traumą, fobią czy objawami depresji. Podobnie osoba wykonująca taki zawód średnio sprawdzi się przy psie, który boi się własnego cienia lub ma za sobą jakąś dramatyczną historię.

Cztery czerwone flagi podczas pracy z psem. Uciekaj

Ten wpis nie będzie bazował na czysto hipotetycznych sytuacjach. Sygnały świadczące o tym, że dana osoba nie powinna pracować z Twoim psem, opieram na autentycznych historiach zasłyszanych od moich klientów. Przeżyli to na własnej skórze i podjęli decyzję: szukamy dalej. Tak trafili do mnie i zobaczyli, że jak najbardziej można inaczej. Dlatego tak ważne jest, żeby ze swoim potrzebującym pomocy psem iść do psiego behawiorysty, i to takiego, który wie, co robi…

Poniżej tylko cztery, ale bardzo dosadne sygnały, że coś jest nie tak i może z tego wyjść więcej szkody niż pożytku dla Twojego psa.

PO PIERWSZE: „Z tego psa już nic nie będzie” – jeśli podczas konsultacji usłyszysz od psiego behawiorysty, że Twój pies jest do niczego albo nic się nie da zrobić, podziękuj za jakże konstruktywną radę i się pożegnaj. A następnie znajdź innego psiego behawiorystę. Nie ma czegoś takiego jak pies, z którego „nic nie będzie”. Liczba narzędzi, jakie posiada psi behawiorysta jest naprawdę ogromna – zawsze da się znaleźć to, które trafi akurat do Twojego zwierzęcia. A jeśli nie, dobry specjalista skieruje Cię do innego sprawdzonego behawiorysty, który ma większe doświadczenie w pracy z podobnymi przypadkami jak Twój. Dobrzy behawioryści nie zostawiają swoich ludzi (i psów) na lodzie.

PO DRUGIE: „Pies ma chodzić głodny” – dawno, dawno temu uważano, że aby pies raczył współpracować z człowiekiem, powinien być przegłodzony. Bo przecież wtedy za jedzenie zrobi wszystko. Świat poszedł do przodu, my dawno już wyszliśmy z jaskiń i przestaliśmy się walić po głowach maczugami, a takie podejście u niektórych… pozostało. Nie zliczę, ilu opiekunów powiedziało mi, że na poprzednie treningi mieli przyprowadzać psy na głodzie. Mało tego: trafił też do mnie pies, który we wcześniejszych zaleceniach miał takie, żeby W OGÓLE GO NIE KARMIĆ. Bo na jedzenie to on ma sobie zasłużyć.

Na wszelki wypadek dementuję: nie, pies nie musi być głodny, przychodząc na konsultację z behawiorystą. Motywację do pracy buduje się więzią z opiekunem, a nie odmawianiem mu jedzenia.

PO TRZECIE: „Załóż mu dławik” – podczas kiedy większość cywilizowanego świata już wie, że awersja w pracy z psem to nie jest najlepszy pomysł i że współpracą i dobrą relacją można osiągnąć znacznie więcej, nadal są w Polsce osoby, które klientom polecają narzędzia opresyjne. Pies ciągnie na smyczy? Proszę mu założyć dławik (podduszająca pętla na szyję), kolczatkę (kolce wbijające się w kark i szyję) albo chociaż obrożę elektryczną (rażącą psa prądem). Jaki mamy efekt? Nie zlikwidowaliśmy przyczyny, dla której pies tak bardzo ciągnął na smyczy. Za to wytworzyliśmy w jego głowie kilka niefajnych skojarzeń: spacer=ból, mój człowiek=ból, jakieś mijane na spacerze dziecko=ból. Wiecie, co jest dalej? Najczęściej agresja lękowa i wtedy sytuacja robi się już naprawdę niefajna.

PO CZWARTE: Kopanie (!) psa – jeszcze do wczoraj uniosłabym przy tym punkcie brwi, bo jednak chyba są jakieś granice. Prawda? Otóż okazuje się, że średnio. „Specjalista” może przyjść do Was na konsultację i w trakcie… kopnąć Waszego psa. Za pieniądze. Ten punkt zostawię bez komentarza. Mam nadzieję, że wszyscy rozumiecie, dlaczego przy takiej sytuacji moje najlepsze zalecenie to: uciekaj.

Szukasz psiego behawiorysty w Jeleniej Górze i chcesz mieć pewność, że takie sytuacje nie będą miały miejsca? Zapraszam do siebie – umów się na konsultację tutaj.

O, cześć 🐾
Miło Cię poznać
!

Zostaw swojego maila poniżej, żeby dołączyć do teamu Fajnego Pieska. Czyli dostawać darmowe treści, informacje o przedpremierach i potężne zniżki ❤️

Nie spamuję! Przeczytaj moją politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *