Ares, pies w typie cane corso, po adopcji zaczął wykazywać zachowania agresywne. Jego opiekunka zadzwoniła najpierw do jednego, a potem jeszcze do dwóch innych trenerów/szkoleniowców psów z Jeleniej Góry. Każdy powiedział to samo: uśpić. Czwarty telefon opiekunka wykonała do mnie.
Ten potężny czarny pies w wieku niespełna dwóch lat stracił dom. Poprzedni właściciele wystawili ogłoszenie o adopcji na jednym z portali, argumentując konieczność jego oddania sytuacją życiową. Tak Ares trafił do nowego miejsca, w którym od początku został otoczony miłością. Szybko jednak okazało się, że o ile dla swoich ludzi mix cane corso jest kochaną przylepą, o tyle obcych traktuje z dużą rezerwą. To właśnie dlatego jego opiekunka zaczęła szukać specjalisty, który pomoże jej przepracować trudności.
Okazało się, że hasła „cane corso” i „agresja” to dla trzech najbardziej znanych psich trenerów/szkoleniowców psów z Jeleniej Góry za dużo. Żaden nie zdecydował się przyjechać do Aresa i go poznać. Jeden poinformował nawet jego opiekunkę, że taki pies „zagryzie ich we śnie”. Wszyscy trzej, bez oglądania psa, na podstawie tylko krótkiej rozmowy z nową opiekunką Aresa, oznajmili, że jedynym wyjściem jest uśpienie psa. Że nie ma już dla niego ratunku.
Trzeba mieć w sobie naprawdę dużo uporu, ale przede wszystkim miłości do istot żywych, żeby po takich miażdżących słowach nie przerwać walki. Nie zacząć patrzeć na swojego psa jak na krwiożerczego potwora. Tych cech nie zabrakło opiekunce Aresa, która szukała dalej. Tak trafiła na mój numer, zadzwoniła i nie kryła szoku, kiedy powiedziałam jej, że jasne, przyjadę. Ja z kolei nie potrafiłam zatuszować oburzenia na wieść, że moi poprzednicy wydali na niego wyrok śmierci.
Spotkałam się z psem i rodziną jeszcze tego samego dnia. Poznałam Aresa na spacerze, po którym pozwolił mi wejść do swojego domu i właściwie od razu z nieco nieufnego zwierzęcia zamienił się w radosnego dzieciaka. Spędziliśmy razem ponad 90 minut, a kaganiec, który miał mnie chronić przed „agresywną bestią” szybko poszedł w kąt.
Diagnoza? Ares to zupełnie normalny pies, który bardzo wiele wziął z cech charakteru typowego cane corso. Jest wycofany w stosunku do obcych osób i, jako pies obronny, udostępnia swoje terytorium na konkretnych zasadach (czyli za zgodą opiekuna). Ma swoje trudności do przepracowania, potrzebuje nieco socjalizacji i prowadzenia, ale nie ma tu mowy o patologicznych zachowaniach czy głębokich zaburzeniach, które uzasadniałyby konieczność przeprowadzenia eutanazji na niespełna dwuletnim zdrowym psie.
Agresja to nie cecha charakteru, a komunikat. W ogromnej większości przypadków wynikający z lęku i chęci odsunięcia od siebie zagrożenia. Pies warczy, szczeka lub gryzie wtedy, gdy boi się lub coś jest dla niego dyskomfortem. Takie reakcje często dotyczą obcych osób, które zaczepiają psa na spacerze, głaszczą go lub wchodzą do jego domu. Tak było też w przypadku Aresa.
Psa można pracą behawioralną oswoić z obcymi ludźmi. Sprawić, że będzie ich lepiej tolerować i po prostu ignorować. Celem w takiej sytuacji nie powinno jednak być to, żeby psa, który nie czuje się komfortowo w kontakcie z obcymi osobami, zmuszać do tego, by dawał się np. głaskać.
Jeśli masz psa, który źle reaguje na obce osoby lub nie chce nikogo wpuszczać do domu, twój kierunek to nie weterynarz i śmiertelny zastrzyk, a behawiorysta – to jedna z rzeczy, nad którymi pracujemy. Wybierając specjalistę, pamiętaj, że w tym przypadku, podobnie jak w innych, gdy w grę wchodzą psie emocje, potrzebujesz nie trenera czy szkoleniowca, a właśnie behawiorysty. Czerwona lampka powinna ci się zapalić, gdy psi specjalista nie chce się z wami spotkać czy stawia diagnozy przez telefon.
Więcej o różnicach między psim behawiorystą a trenerem lub szkoleniowcem przeczytasz tutaj.
Ares jest pod moją opieką i już nikt nie planuje go uśmiercać. A ja w duchu liczę na to, że osoby, które bez mrugnięcia okiem wydały na niego wyrok śmierci, zobaczą ten wpis i poczują wstyd. Zwłaszcza że to nie jest pierwszy przypadek, kiedy trafia do mnie pies z Jeleniej Góry lub okolic, w którego przypadku postawili karygodną diagnozę. Więcej poniżej:
Nie spamuję! Przeczytaj moją politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji.
Sprawdź swoją skrzynkę odbiorczą i spam, żeby potwierdzić subskrypcję. To już ostatni krok.
Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *
Komentarz *
Nazwa *
Adres e-mail *
Witryna internetowa
Zapamiętaj moje dane w tej przeglądarce podczas pisania kolejnych komentarzy.
Chcę dostawać darmowy newsletter.
Dodaj komentarz
Δ